Gdybym mógł się przenieść w czasie i przestrzeni,
na skrzydłach dmuchawca w obłoku ballady,
do wzgórz malowanych fioletem wrzosowisk,
zielenią połonin, w me góry – Bieszczady.
 
Zatopić się w cieniu buczynowych lasów,
z Majstrem Biedą usiąść przy wspomnień ognisku,
łamiąc się bułkami od Cześka Piekarza,
pijąc bimber mocny na dębowych liściach.
 
Z Bellonem pojechać ze stacyjki małej
znów nocnym pociągiem do miasta Włodawy,
Stachury poezją raczyć się do woli
przy kęsie kiełbasy, łyku zimnej kawy.
 
Noc przemija cicha, postaci się mylą,
świt tłumi marzenia i odpędza myśli.
Słychać brzęk butelek na wózkach mleczarzy.
Śniłem sen. Być może znowu mi się przyśni.