Ważniejsze epizody z dziejów miejscowości:


W okresie kultury łużyckiej mogła istnieć nad rzeką Solinką osada. Dowodem może być fragment naczynia ceramicznego z tego okresu znaleziony na prawym brzegu tej rzeki na polu ornym na przeciw wsi Zawóz.

 

1463 r. - lokacja wsi nastąpiła przed 1463 r. na prawie wołoskim w dobrach Balów z Hoczwi. Dokument wymienia pierwszych osadników: kniazia Piotra oraz kmieci: Vaysko Dzurdz, Michał syn Kościa (Costh) W 1463 r. bowiem Wołkowyja stanowiła własność szlachecką Jana Bala z Hoczwi, stolnika sanockiego i była już wsią wołoską, która miała kniazia. Na żądanie Jana Bala, stolnika sanockiego tenże kniaź z Wołkowyi wraz z całą wsią, 4 mieszczanami z Sanoka, podwójcim z Bereski, Tywonem ze Średniej Wsi (Terpiczowa Zadniego), z innymi kniaziami z Terki, Średniej Wsi, Hoczwi oraz wszystkimi mieszkańcami tych miejscowości ręczyli za stawienie przed starostę w Sanoku Michała syna Kościa. Prawdopodobnie ów młodzieniec Michał coś nabroił lub związał się ze zbójnikami.


1474 r. - Jan Bal, stolnik sanocki dał Wołkowyję (wraz z Bereską i Górną częścią Średniej Wsi) w zastaw Janowi Tarnawskiemu za pożyczoną kwotę 561 zł. aż do chwili spłacenia zaciągniętej u niego pożyczki. Zagwarantował mu także terminowy zwrot pożyczonych pieniędzy w kwotach 140 zł zastawem na te 3 wsie.


1475 r. - Jan Bal, stolnik sanocki pożyczył od Jana Tarnawskiego kolejną sumę 786 zł. dając w sądzie zastaw na tę kwotę na w/w 3 wsiach, w tym Wołkowyi.


1480 r. - 29 I 1480 r. - po śmierci Jana Bala, stolnika sanockiego jego synowie: Matiasz Bal, chorąży sanocki, ks. Piotr Bal i Mikołaj Bal z Nowotańca podzielili się majątkiem po ojcu.
Mikołaj Bal otrzymał wówczas połowę dóbr należących do klucza w Hoczwi we wsiach: Hoczew, Pierwszy Terpiczów (Bachlawa), drugi Terpiczów (Średnia Wieś), Berezka, część Wołkowyji (od Klisza aż do Michała włącznie), Dziurdziów, Terka, Bereźnica Wyżna, Żernica oraz we wszystkich innych wsiach, które będą lokowane na surowym korzeniu, połowę lasów i z tych lasów daninę w wieprzach i innych. Matiasz Bal, chorąży sanocki i ks. Piotr Bal otrzymali drugą połowę dóbr, w tym Nowotaniec i inne wsie, w tym Wołkowyjkę Małą (Volkovyka Parva) tj. dzisiejszą Górzankę z połową mili i połową ćwierci mili powyżej tej wsi na lokację kolejnej miejscowości (powstała tam później Wola Górzańska) oraz z wolnością wszystkich lasów. Pola i lasy znajdujące się między Bereźnicą Wyżną a Wołkowyją zostały podzielone po połowie. Wsie Wołkowyja, Górzanka, Bereźnica i inne osady położone w tym rejonie górskim miały zapewnioną wolność pasienia w lasach bez krzywdy kmieci.
Lasy z drugiej strony (masyw Patroli) Matiasz i Piotr Balowie mogli karczować bez szkody dla Starej Wołkowyi zapewniając w nich wolność pastwisk i rybołówstwa.
Wołkowyja zwana była Wołkowyją Wielką lub Starą, a w jej pobliżu dokumenty źródłowe wymieniają też Wołkowyję Małą lub Wołkowyjkę. Według A. Fastnachta pod tą nazwą kryje się zapewne dzisiejsza Górzanka. Dokumenty źródłowe wymieniają z imienia kolejnych osadników Wołkowyi. Są to Clysz i Michailo.


Po niespełna roku - 19 XII 1480 r. trzej bracia rodzeni Balowie: Matiasz, chorąży sanocki, ks. Piotr, pleban sanocki i Mikołaj, dziedzice z Nowotańca konali ponownego podziału dóbr po zmarłym ojcu Janie Balu.

Na jego mocy starszym braciom (Matiaszowi i ks. Piotrowi) zapisano wsie: Hoczew, Dziurdziów, Terpiczów (Bachlawę), drugi Terpiczow (Średnią wieś), Berezkę, Wołkowyję Wielką, Terkę, dwie wole, Bereźnicę Wyżną i Żernicę z lasami należącymi do tych wsi. Na mocy tego podziału starsi bracia mogli kolonizować wszystko, co zechcą, w lasach i potokach tych wsi. Zobowiązali się przy tym, że zachowają wszystkie wypasy i polany leśne wykorzystywane już do wypasów.
Najmłodszemu z braci Mikołajowi Balowi pozostawiono Nowotaniec i inne wsie, w tym Wołkowyjkę (dzisiejszą Górzankę) i powyżej niej pół mili i pół ćwierci mili nad potokiem tej wsi miejsce z prawem lokowania kmieci. Powstała tam później wieś Wola Górzańska. Role położone między Wołkowyją a Bereźnicą Wyżną wszyscy bracia otrzymali po połowie. W innej trzeciej stronie od Wołkowyi (masyw Patroli) ludzie Mikołaja tam mieszkający mogli powiększać swe role. Wszystkie inne role jakie mieli od dawna na polu zwanym Lukowa przechodziły w ich wieczyste posiadanie, lecz należności za wypędzanie świń i bydła na wypas mieli płacić braciom starszym, tj. Matiaszowi i ks. Piotrowi.


1485 r. - kolejny właściciel wsi Matiasz Bal z Hoczwi, podkomorzy sanocki (w międzyczasie awansował z chorążego ziemi sanockiej na podkomorzego i ożenił się) za zgodą swojego brata i współwłaściciela dóbr ks. Piotra Bala (kustosza przemyskiego) zapisał swojej żonie Annie (córce Piotra Weszmuntowskiego) kwotę 400 grzywien na połowie swego działu wsi tj. Hoczwi i innych, w tym Wołkowyi.


1488 r. - kolejny dokument z 1488 r. wymienia już więcej miejscowości położonych w tej okolicy: wsie prywatne Kmitów sobieńskich położone w dolinie Sanu jak Tworylne, Rajskie, Solinę, Bóbrkę, Myczkowce, Uherce i "inne" wsie oraz nowe osady w dobrach Balów tj. Wołkowyję, Berezkę, Terkę (Tharnawkę). W tymże roku starsi bracia Balowie (Matiasz i ks. Piotr) pozwali do sądu Stanisława Kmitę z Sobienia, który ociągał się z usypaniem kopców granicznych między swoimi dobrami w dolinie Sanu, a posiadłościami Balów w dolinie rzeki Solinki.


1498 r. - Matiasz Bal (wymieniany też jako Maciej) był już kasztelanem sanockim. Zapisał swojej żonie Annie kwotę 420 grzywien na połowie swoich dóbr, w tym Hoczwi, Wołkowyi i innych wsi.

Lata 1508 - 1672

1508 r. - Wołkowyja była chwilowo w zastawie Jana Tyrawskiego, który zapłacił w owym czasie podatek m.in. z działu w Wołkowyi.
1510 r. - część z czynszów z Wołkowyi przeznaczono na rzecz kościoła parafialnego w Hoczwi. Podobnie było w latach: 1515, 1526, 1530, 1536. Ta łacińska parafia obejmowała wówczas swoim zasięgiem dobra Balów, w tym Wołkowyję.
1515 r. - jako właściciel Wołkowyi występuje Mikołaj Bal (najmłodszy z braci). Wieś opodatkowano od 3 łanów ziemi uprawianej, popa kwotą 15 groszy, od 200 owiec podatek 23 grosze. Podatek nałożony na popa może sugerować istnienie cerkwi obrządku wschodniego.
1518 - 1519 - jako właściciel występuje Adam Wzdowski.
1519 r. - doszło do rozgraniczenia dóbr Balów - poprzez usypanie kurhanów granicznych i kopców z ziemi - z dobrami Kmitów z Sobienia. Do Matiasza i ks. Piotra Balów należały wówczas wsie: Hoczew, Bachlawa, Średnia Wieś, Bereska, Wołkowyja, Zawóz, Bukowiec (nowa wieś w tej okolicy) i Terka mająca dwóch właścicieli: Mikołaja Bala i Adama Wzdowskiego. Do Piotra i Stanisława Kmitów sobieńskich należały wsie w dolinie Sanu: m.in. Myczkowce, Bóbrka, Solina, Rajskie, Tworylne i inne.
1523 r. - Wołkowyja opodatkowano kwotą 12 groszy podymnego, Górzankę 6 gr.
1526 r. - w Wołkowyi osadnicy użytkowali 6 łanów ziemi, a we wsi występuje pop i młyn.
1530 r. - źródła wymieniają we wsi 6 dworzyszcz, młyn i popa. Sołtys ze swego łanu zapłacił 12 groszy podatku.
1531 r. i w 1536 r. - wieś ponownie wymieniona jest w dokumentach źródłowych jako osada wołoska licząca 6 samodzielnych gospodarstw osadników wołoskich, sołtysa, młyn i popa.
1552 r. - we wsi mieszkało 11 kolonistów, była karczma, folusz, młyn na 2 koła i pop. Źródła wymieniają w sąsiedztwie Wołkowyi dwie nowe wsie: Rybne i Wolę Górzańską.
1644 r. - Wołkowyja była własnością Stefana Bala z Baligrodu, który przejął po zmarłym bracie funkcję chorążego ziemi przemyskiej, a w latach 1667 - 1677 był równocześnie podkomorzym ziemi sanockiej. Skupiał on wówczas w swoim ręku następujące dobra: miasto Baligród i 25 wsi: Stężnicę, Cisowiec, Woronków, Radziejową, Rabe, Jabłonki, Kołonice, Bystre, Żubracze, Huczwice, Wołkowyję, Łopienkę, Rybne, Zawóz, Bukowiec, Terkę, Zawój, Polanki, Kalnicę, Strzebowiska, Buk, Łuh Wielki, Górzankę, Simkową Wolę (Wolę Górzańską), Tyskową, Żernicę Wyżną. W 1670 i 1676 roku wybierany był przez szlachtę sanocką komisarzem sejmu Rzeczypospolitej do zaprowadzenia spokoju od zbójników na pograniczu polsko-węgierskim. Ożenił się on z Zofią z Ostrowa i urodziła mu 3 synów: Jana (od 1653 r. był on już sędzią i podstarościm sanockim), Stanisława (1650 - 1678), Michała (1654- 1669).
1672 r. - największe zniszczenia miejscowości przyniósł we wrześniu 1672 r. niezmiernie niszczący i ostatni już w okresie staropolskim najazd Tatarów na Bieszczady i płd-wsch. ziemie Małopolski. Kiedy końcem sierpnia 1672 r. szlachta sanocka wyruszyła w Lubelskie, aby zatrzymać pochód Turków i Tatarów oblegających Lwów, wówczas czambuły tatarskie dowodzone przez Nuradyn-Soltana wdarły się niespodziewanie w okolice Leska, Sanoka, Krosna i Biecza zupełnie pozbawione wówczas wojsk polskich. Ordyńcy rabowali, palili wsie i mordowali bezbronnych mieszkańców ziemi sanockiej i przemyskiej. W tych też stronach wzięli najwięcej mężczyzn, młodzieńców, kobiet, dziewcząt i dzieci do niewoli. W całym Baligrodzie i Stężnicy ocalało wówczas tylko 27 domów. Wielkie były również zniszczenia w jego dobrach i wsiach górskich. Ocalało w nich niewiele domów: w Cisowcu i Woronkowie - 4, w Radziejowej - 4, w Rabem - 4, w Jabłonkach - 8, w Kołonicach - 4, w Bystrem - 4, w Żubraczem - 1, w Huczwicach - 2, w Wołkowyi - 8, w Rybnem - 4, w Zawozie - 7, w Bukowcu - 6, w Terce - 3, w Polankach - 1, w Zawoju - 1, w Łopience - 3, w Tyskowej - 5, w Buku - 3, w Łuhu - 2, w Kalnicy - 3, w Strzebowiskach - 3, w Górzance i w Woli Górzańskiej - 10, w Żernicy Wyżnej - 12.


Lata 1704 - 1910

1704 r. - we wsi utworzono parafię unicką należącą do dekanatu baligrodzkiego. Należały do niej wsie: Wołkowyja, Rybne i Zawóz (z cerkwią). Jej uposażenie stanowiło 20 ha pola ornego, 4 ha łąki, o,6 ha pastwiska i 15 sągów drewna. We wsi istniała wówczas drewniana cerkiew unicka, która spłonęła w 1874 r.


1728 r.- ok. 1728 r. Justyna ze Żmigrodu Stadnicka (wdowa po Stefanie Balu), żona Hieronima Orzechowskiego ufundowała we wsi pierwszy drewniany kościół rzymsko-katolicki jako kaplicę filialną dla parafii w Hoczwi.


1770 r. - 21 X 1770 r. Ignacy Karsznicki z Baligrodu otrzymał w spadku klucz wołkowyjski w skład którego wchodziły wsie: Wołkowyja, Rybne i Zawóz.


1772 r. - Uposażenie kościoła powiększyli w 1772 r. bracia Antoni, Piotr i Ignacy Krasiccy z Leska i dzięki ich staraniom erygowano tutaj parafię rzymsko-katolicką.


1816 r. - wojskowy spis ludności cyrkułu sanockiego obrazuje stan miejscowości po zniszczeniach wojen napoleońskich. Wieś liczyła 256 ogółem mieszkańców; było w niej 46 domów, 85 rodzin, 2 duchownych, 37 chłopów zdolnych do służby wojskowej i 31 mężczyzn niezdolnych do służby wojskowej, 57 chłopców do 14 lat, 10 chłopców w wieku od 15 do 17 lat, 149 kobiet i dziewcząt, 134 mężczyzn (w tym 60 żonatych, 74 nieżonatych i wdowców). 3 osoby podczas spisu były nieobecne we wsi i wyjechały poza teren cyrkułu. W inwentarzu spisano ponadto 6 koni (2 klacze i 4 wałachy), 52 woły, 36 krów. We wsi w ogóle nie było owiec. Po ilości zwierząt domowych można wysunąć twierdzenie, że po okresie wojen napoleońskich była to bardzo biedna wieś. Nieliczne gospodarstwa miały krowę uznawaną wówczas za żywicielki rodziny.


1833 r. - władyka przemyski Grzegorz Jachimowicz ufundował we wsi drewnianą grecko-katolicką cerkiew parafialną.


1842 r. - na miejscu starej kaplicy z 1707 r. wzniesiono nowy murowany rzymsko-katolicki kościół w stylu późnego baroku. Świątynia ta - wraz z cerkwią w pobliżu - stała nad Sanem przez 125 lat do 1967 r., kiedy to została rozebrana przy spiętrzaniu wody w zbiorniku solińskim.


1880 r. - Wołkowyja liczyła 53 domy i 365 mieszkańców. W okresie 64 lat (od roku 1816) we wsi przybyło zaledwie 7 domów, a liczba mieszkańców wzrosła o 109 osób. Wieś dzieliła się na dwa zgrupowania chat chłopskich skupionych wokół kościoła nad rzeką Solinką i wokół cerkwi nad potokiem Wołkowyjką. Według obrządku mieszkało tutaj wówczas 249 grekokatolików, 96 łacinników i 20 Żydów wyznawców religii mojżeszowej. Obszar wsi zajmował powierzchnię 469 ha, w tym 321 ha pól uprawnych, 29 ha łąk, 105 ha pastwisk i 13 ha lasu. Posiadłość dworska Wiktorii Tyszkowskiej zajmowała 377 ha powierzchni, w tym 225 ha lasu, 107 ha użytków rolnych, 27 ha łąk i 17 ha pastwisk. Do parafii rzymskokatolickiej w Wołkowyji należało 28 wsi: Bereźnica Wyżna, Buk, Bukowiec, Górzanka, Horodek, Jaworzec, Kalnica, Łuh, Łopienka, Polańczyk, Polanki, Radziejowa, Rajskie, Rybne, Sawkowczyk, Smerek, Solina, Strubowiska, Studenne, Teleśnica Sanna, Terka, Tyskowa, Tworylne, Wetlina i Wola Górzańska, Zabrodzie, Zawój i Zawóz. W sumie liczyły one 783 wiernych obrządku łacińskiego. Parafia grecko-katolicka obejmująca wówczas 3 wsie (Wołkowyję, Rybne i Zawóz) liczyła 733 wiernych. Uposażenie parocha składało się z 34 morgów roli, 7 morgów łąk, 1 morga pastwisk i 15 sągów drewna opałowego.


1900 r. - wieś należącą do Pawła Tyszkowskiego zamieszkiwały 444 osoby.


1910 r. - miejscowość była w posiadaniu dra Tadeusza Bednarskiego i J. Glazera. Liczyła wówczas tylko 329 mieszkańców.
- Koło Towarzystwa Szkoły Ludowej w Baligrodzie zorganizowało w Wołkowyi szkołę powszechną w małej salce o wymiarach 4 x 4 m w wynajętej na ten cel w budynku żydowskim. W szkółce tej rozpoczęło naukę około 20 dzieci polskich i 30 ukraińskich. Pierwszym nauczycielem został Marian Kułak, którego w 1914 r. zmobilizowano do wojska. Jego następczyniami były nauczycielki: Józefa Mikulska, Helena Romanowiczówna, Aleksandra Hawłówna.

Lata 1918 - 1938

1918 r. - po odzyskaniu niepodległości przez Polskę w Wołkowyi nie było jeszcze spokoju. Doszło bowiem w Bieszczadach do walk o władzę między Polakami i Ukraińcami. Wieś znalazła się na ich styku. Powstał tutaj wówczas polski oddział samoobrony pod dowództwem Karola Czternastka w celu zapewnienia spokoju w okolicy.
1919 r. - Od września szkoła rozpoczęła pracę. Ówczesna nauczycielka Janina Czternastkówna tak wspomina te chwile w wolnej Polsce. "Analfabetyzm we wsi był zjawiskiem powszechnym. Jedynymi osobami wykształconymi byli księża obu obrządków chrześcijańskich, właściciele dworów i nauczyciele. Oni to rozumieli najbardziej potrzebę kształcenia dzieci. Niestety nie zawsze - mimo wielkiego szacunku - spotykali się ze zrozumieniem gromady. Włościanie uważali szkołę, która odrywała dzieci na kilka godzin od pracy w gospodarstwie za zbyteczny ciężar i nie troszczyli się o nią. Dlatego też warunki pracy nauczycieli i nauczania dzieci w małej izbie były bardzo trudne.
Chcąc ratować polskość na kresach od wynarodowienia i analfabetyzmu objęłam 1.IX.1919 roku posadę nauczycielską w Wołkowyi.(..) Przez 18 lat uczyłam w chłopskich chatach, w sali największej o wymiarach 5m na 4m, a przez parę lat we własnym domu. O ile uczyłam w czyjejś chacie, to musiałam płacić miesięczny czynsz w kwocie 6 zł - oczywiście z własnej kieszeni, bo ówczesny sołtys Czerenkiewicz budżetu szkolnego nie uznawał i twierdził, że gdy nauczyciel chce uczyć i mieć posadę (za co bierze pieniądze), to niech sobie opłaca szkołę. Z własnych środków musiałam też opłacać stróża i remont izby lekcyjnej."
Ludność miejscowa była biedna. Pamiętam liczne przypadki, gdy zimą uczniowie przychodzili boso na lekcje. O budowie szkoły nie mogło być mowy, tym bardziej, że ludność nie doceniała znaczenia oświaty. Jedynie właściciel Wołkowyi doktor Bednarski ofiarował na rzecz szkoły 2 ha pola (nieużytków) i trochę drzewa. Glina na cegłę była na miejscu i można było rozpocząć budowę nowej szkoły. Jednak brakło zrozumienia. Nie pomogły prośby ani groźby. Sołtys Czerenkiewicz do tej pracy nikogo nakłonić nie chciał, a nawet odstraszał, twierdząc, że gospodarze wyniszczą się materialnie".


1921 r. - we wsi były 73 domy zamieszkałe przez 453 mieszkańców, w tym: 278 grekokatolików, 161 łacinników i 14 Żydów.


1930 r. - na 81 rodzin we wsi aż 23 należało do szlachty zagrodowej. Wołkowyja zajmowała pod tym względem 2 miejsce w Bieszczadach za Serednim Małym (26 rodzin). Spis przeprowadzony wówczas w powiecie leskim podaje ilość (537) rodzin szlacheckich w poszczególnych miejscowościach. Nie został jednak dokończony, nie uwzględnia herbów i nazwisk.


1935 r. - W wyniku reformy administracyjnej kraju powstały gminy zbiorowe. Wołkowyja weszła w skład gminy z siedzibą w Baligrodzie. Od tej pory wójt gminy Kazimierz Bohusiewicz przewidział w budżecie gminnym wydatki na utrzymanie szkół, w tym i szkoły w Wołkowyi. Zwolnił w ten sposób nauczycielkę tej placówki od wysiłku utrzymywania szkoły ze swojej pensji. Powstały też szanse na rozpoczęcie szkoły murowanej. O ich wykorzystaniu przez wieś tak pisze Pani Janina w swoim pamiętniku: "Zaczęłam starać się wszystkimi sposobami, by przystąpiono do budowy szkoły. Po wszelkich staraniach w 1936 roku rozpoczęło się niwelowanie parceli pod budynek szkolny i wypalanie cegły. Robota ustała, bo do podjęcia budowy potrzebne były fundamenty, a na to nie było funduszów. Rada Gminna uchwaliła zebrać po 1 zł od morga pola. Zebrano jednak zamiast 800 zł zaledwie 172 zł. W dodatku zaczął się strajk ludności ukraińskiej, która nie chciała, by szkołę budowano na parceli ofiarowanej przez doktora Biernackiego, tylko na innej zakupionej w środku wsi.
Wobec tego, że przez 15 lat obiecywano i i odciągano to kupno - i nie było nadziei by doszło to do skutku - zabraliśmy się do pracy przemocą, tym bardziej, że wójtem gminy został wówczas mój mąż Karol Czternastek i naszym celem było wybudowanie szkoły. Rzucano nam w tym przedsięwzięciu kłody pod nogi. Ludność ukraińska zbuntowana przez Iwana Rapaka i innych nie przychodziła do pracy szarwarkowej. Wójt prosił więc lub zmuszał nawet ludzi z innych gromad. Bywały dni, w których pracownicy gminy wraz wójtem przerywali zajęcia i szli pomagać murarzowi, podając cegłę lub robiąc zaprawę murarską. Każde dziecko szkolne musiało przez 1-2 godzin dziennie podawać cegłę. By przeszkodzić tej budowie Ukraińcy wysyłali do władz wojewódzkich i Kuratorium telegramy, że buduje się szkołę bez planu, na nieodpowiednim gruncie itp. Wobec takich skarg władze utrudniały budowę i wysyłały zakazy jej kontynuowania. Nie ustawaliśmy jednak w pracy, narażając się na wiele przykrości. Przeszkadzał również sołtys Józef Solan, który nie chciał, by budynek był piętrowy. Twierdził, że w zupełności wystarczy parterowy tylko z jedną salą lekcyjną i z mieszkaniami na poddaszu dla nauczyciela. Przemogłam i tę przeszkodę. Wreszcie stanęły mury budynku piętrowego".


1937 r. - we wsi odnotowano 81 domów mieszkalnych. W okresie 16 lat przybyło zaledwie 8 nowych domów. Fakt ten świadczy o zastoju gospodarczym i dużej biedzie mieszkańców wsi. Nowe domy budowali wówczas ludzie wracający z emigracji zarobkowej w Ameryce.


1938 r. - w styczniu 1938 r. nauczycielka Janina Czternastek poprosiła o opiekę nad szkołą w Wołkowyi oficerów i urzędników Ministerstwa Spraw wojskowych oraz Koło Opieki nad Szkołami Kresowymi w Warszawie. W odpowiedzi na tę prośbę otrzymała list informujący o przyjęciu tej opieki. W maju natomiast do Wołkowyi przyjechała 3-osobowa delegacja ze stolicy w składzie: Konstancja Raczyńska - sekretarz Ministerstwa Spraw wojskowych i dwóch oficerów Wojska Polskiego: kpt. Maciejowski i kpt. Węgierkiewicz. Podarowali oni budowanej szkole radio, aparat fotograficzny, piłkę do siatkówki i wiele innych cennych wówczas pomocy. Uzgodniono też zasady współpracy i dalszej pomocy przy budowie i wyposażeniu szkoły.
Po wyjeździe delegacji w czasopismach "Polska Zbrojna" i "Junak" ukazały się artykuły o budowie szkoły w Wołkowyi, które sprawiły przychylniejszy nastrój u władz oświatowych. Niebawem przysłano z Warszawy blachę na jej przykrycie i kwotę 600 złotych na prace wykończeniowe.
1 IX 1938 r. dzieci rozpoczęły już naukę w nowej szkole. We wsi zaczęło się nowe życie i edukacja dorosłych. Placówka dysponowała salą ze sceną. Dzieci urządzały więc przedstawienia, a wieczorami zbierali się starsi ludzie, by posłuchać czytanych przez Panią Janinę Czternastkową nowości z prasy przysyłanej przez wojsko. Z czasem zaczęto organizować imprezy dla dzieci z okolicznych wiosek, a Wołkowyja stała się ogniskiem polskości. W dniu 11 listopada 1938 r. dzieci zagrały pierwszą sztukę Ewy Szelburg-Zarembiny "Wyprawa po szczęście". Szkoła w Wołkowyi miała stać się reprezentacyjną placówka w okręgu szkolnym. Dzięki napływającej ze stolicy pomocy materialnej organizowano imprezy szkolne dla szerokiego kręgu odbiorców, zorganizowano dożywianie dzieci, przekazywano potrzebującym różne prezenty przekazywane z Warszawy. Przy placówce urządzono również ogródek warzywny w celu popularyzowania warzyw we wsi i wzbogacania nimi posiłków przygotowywanych dla dzieci.


Lata 1939 - 1946

1939 r. - w lutym w szkole wystawiono dwie sztuki: "Królewnę Śnieżkę" i "Zaczarowaną fujarkę". Rada Gminy podjęła uchwałę, aby w dowód wdzięczności za pomoc i opiekę Ministerstwa Spraw Wojskowych z Warszawy wmurować na budynku szkolnym pamiątkową tablicę. Wybuch wojny nie pozwolił na zrealizowanie tej uchwały.
Lata okupacji ( IX 1939 - IX 1944) 1939 r. - Po wkroczeniu Niemców weszły zaraz ukraińskie oddziały "siczowców". Zarządali oni od kierownika szkoły kluczy i zajęli cały budynek. Za oddziałami "siczowców" napływała ludność ukraińska ze wschodu. Ludźmi tymi - bez względu na wykształcenie - zaczęto obsadzać stanowiska nauczycielskie w szkołach: Terce, Bukowcu, Górzance, Zawozie i Wołkowyi. Polacy nie posyłali dzieci do szkoły, w której uczono tylko po ukraińsku. Padły podejrzenia ze strony hitlerowców, że odpowiedzialną za tę akcję jest polska nauczycielka Janina Czternastkowa. Rozpoczęły się prześladowania ludności polskiej i nauczycielki. Upór Polaków spowodował, że przydzielono nauczycielkę Polkę. W budynku szkolnym na parterze dzieci ukraińskie uczył nacjonalistę Hadzewicza, na piętrze zaś dzieci polskie córka kolejarza z Zagórza K. Hofbauer. Ponieważ urodzona była w Austrii okupanci sądzili, że będzie ona z nimi współpracować. W rzeczywistości takiej współpracy nie było. W 1942 roku nauczycielka ta straciła pracę.


1942 r. - Na jej miejsce mianowano kol. Stefanię Maślak. W krótkim czasie i ona została zwolniona. Polska szkoła w Wołkowyi przestała istnieć. Szkoła ukraińska przetrwała do 30 czerwca 1944 r.


1943 r. - w lasach masywu Jawora i Korbani przebywał oddział samoobrony pod dowództwem por. Józefa Pawłusiewicza gwarantujący mieszkańcom poczucie [Rajd szlakiem partyzantki] bezpieczeństwa. Po schronieniu się w lasach bieszczadzkich oddziału partyzanckiego kpt. "Muchy"- Kunickiego wszedł on w jego skład jako 4 kompania por. Pawłusiewicza. Po wyzwoleniu kpt. Mikołaj Kunicki rozformował oddział, aby uniknąć przerzucenia przez Stalina na tyły armii japońskiej w Mandżurii. Otrzymał za tę decyzję wyrok śmierci i ukrywał się aż do 1956 r.


1944 r. - 20 IX oddziały 276 dywizji piechoty dowodzonej przez gen. mjr-a P. Bieżko wchodzącej w skład 30 korpusu piechoty (dow. gen. mjr G. Łaźko) 1 armii gwardii (pod dowództwem gen. płk. Andrieja Greczki) wyzwoliła Rybne z Wołkowyją, zaś 21 IX Górzankę i Wolę Górzańską.
Okres Polski Ludowej (1944 - 1989)


1944 r. - Po wyzwoleniu Wołkowyi rozpoczęła się w szkole nauka w języku polskim. Jej kierownictwo - po pięciu latach przerwy - objęła ponownie Janina Czternastkowa. Objęła nauką również starsze roczniki dzieci pozbawione tej możliwości w czasie wojny. Inspektor Oświaty w Lesku oddelegował wówczas do pracy jeszcze dwie nauczycielki: Olgę Zyromską i Stefanię Maślak. Lekcje prowadzono w pięcioklasowej szkole na parterze i uczęszczało na nie około 70 uczniów. Na piętrze budynku szkolnego znajdował się posterunek Milicji Obywatelskiej.
"W tym okresie - wspomina kierowniczka szkoły - nie do zdobycia były zeszyty i przybory do pisania. Dzieci robiły sobie zeszyty z toreb papierowych pozostawionych przez Niemców. Choć wszystkiego brakowało w szkole i w domach, to zapał do nauki był wielki. W dodatku pojawiające się bandy UPA przerażały mieszkańców".


1945 r. - 18 maja 1945 r. sotnia "Burego" (jedyna jaka ocalała wówczas po walkach z NKWD w Bieszczadach) przygotowała pod Wołkowyją zasadzkę na patrol żołnierzy rosyjskich wsparty 3 milicjantami z Wołkowyi, którzy jechali furmankami niczego się nie spodziewając. W wyniku gwałtownego ataku zginęło 4 żołnierzy rosyjskich, 2 milicjantów i woźnica jednej z furmanek.
Silny czterdziestoosobowy, dobrze uzbrojony posterunek milicji ulokowany w szkole skutecznie odstraszał bandytów. Gdy jego obsadę zmniejszono do szesnastu osób w noc sylwestrową 31 grudnia 1945 do Wołkowyi wkroczyła duża sotnia UPA i zaatakowała milicjantów. Wskutek nagłego i gwałtownego ataku posterunek został rozbrojony i spalony. Wraz z nim spłonęła szkoła, budynek gminy, zabudowania chłopskie i dokumentacja. Szkoła zbudowana nie tak dawno z takim trudem przestała istnieć.


1946 r. - w marcu 1946 roku w domu Pani Janiny Czternastkowej zgromadzono ławki z Bukowca i Górzanki. Szkoła podjęła znowu pracę do maja. Gdy z powodu grasujących sotni UPA w domu zaczęło stacjonować Wojsko Polskie naukę przerwano.
Od 1 maja 1946 r. stacjonował we wsi 200-osobowy oddział Wojsk Ochrony Pogranicza przeniesiony tutaj z Olszanicy i osłaniał ludność okolicznych wsi przed atakami sotni UPA.
11 maja 1946 r. oddział manewrowy 32 pułku 8 dywizji piechoty w czasie przeczesywania lasu koło Wołkowyi natrafił na bunkier UPA, w którym zmagazynowano kilka metrów zboża. Ujęto przy tym magazyniera UPA. W lasach między Wołkowyją - Bereską z Zawojem (masyw Patroli lub Korbani) ukrywala się wówczas sotnia "Bira". W 1947 r. przeniosła się ona w rejon Wetliny - Berehów Górnych i Ustrzyk Górnych.
Nocą z 14/15 lipca 1946 r. kureń UPA "Rena" skoncentrował swoje siły wokół Wołkowyi w celu likwidacji zgrupowania WOP. O godz. 0,30 w nocy dokonano napadu na wieś połączonego z atakiem na strażnicę WOP równocześnie z kilku stron, od Terki, Zawozu, Polańczyka i Górzanki. Po pierwszym nieudanym szturmie UPA nastąpiły następne prowadzone z niezwykłą zaciętością. Atakujący starali się rozdzielić załogę na dwie części. Równocześnie specjalna bojówka SB UPA podpaliła wioskę i rozpoczęła mordowanie polskiej ludności. Wybranych Polaków wiązano i wrzucano żywcem do płonących budynków, a niektórym - przed wrzuceniem w ogień - humanitarnie podcinano gardła. W tak okrutny sposób zamordowano wówczas 13 osób (według mieszkańców wsi 32 osoby). Ok. godz. 4,30 broniąca się strażnica odparła ostatni atak. W strażnicy zginęło wówczas dwóch żołnierzy (oficer Rosjanin i milicjant), a 6 było rannych. Wycofując się upowcy uprowadzili do lasu 15 osób cywilnych i ślad po nich zaginął. Nie wiadomo do dziś gdzie i jaką śmiercią zginęli. Napastnicy spalili wówczas we wsi 27 polskich domów.
Po nieudanym ataku sotnie zaczaiły się w pobliżu przygotowując zasadzkę na ewentualny pościg. Istotnie wysłano ze strażnicy grupę bojową w celu ścigania napastników. Przed wejściem w zasadzkę uratował żołnierzy towarzyszący im pies, który wyczuł sotnię w lesie i ostrzegł. Wopiści w pośpiechu wycofali się z powrotem do garnizonu.
Ocalała cudem nauczycielka Pani Janina Czternastkowa przeniosła się wówczas do Poraża. W ciągu następnych trzech lat naukę dzieci prowadziła w sumie przez kilka miesięcy Albina Janas.
Nocą z 27/28 VIII 1946 r. kureń UPA "Rena" dokonał kolejnego napadu na wieś i komendę WOP. Strażnica obroniła się (rannych zostało 2 żołnierzy), a we wsi zamordowano kolejnych 30 Polaków i spalono 1 polskie gospodarstwo.
Wkrótce potem bojówka SB - OUN przeprowadziła we wsi pokazową egzekucję 4 Ukraińców oskarżonych o współpracę z polskimi władzami. Przywiązano ich do ławy i przecięto piłami na pół. W listopadzie - po wycofaniu z Bieszczadów 8 dywizji piechoty i rozwiązaniu GO "Rzeszów" - do Strażnicy WOP w Wołkowyi przesunięto załogę strażnicy WOP z Baligrodu z zadaniem zwalczania grup bojowych UPA między Zatwarnicą, Studennem, Bukiem i Soliną.
Nocą z 1/2 XII 1946 r. na wieś i strażnicę WOP dokonała napadu sotnia UPA "Burłaka". Zastrzelono wówczas 15 osób, głównie kobiet polskich, a wieś spalono.

Lata 1947 - 1988

1947 r. - 20 lutego 1947 r. żołnierze WOP z Wołkowyi okrążyli wieś Tworylne i ujęli w niej "Olecha" - oficera żywnościowego sotni "Bira". W czasie przesłuchania ujawnił on miejsce dużego obozu UPA w Suchych Rzekach. 23 II połączone siły strażnicy z Wołkowyi i oddziały 34 pp dokonały udanego wypadu do Suchych Rzek likwidując ten duży obóz UPA (8 bunkrów mieszkalnych, 4 bunkry z zapasami żywności, piekarnię, kuźnię, zakłady szewskie i krawieckie).
W dniach 10 - 25 V 1947r. w akcji "Wisła" wysiedlono z Wołkowyi na Ziemie Odzyskane 275 osób pozostawiając we wsi 120 Polaków i 75 Ukraińców.


1949 r. - Od 1 września 1949 roku do Wołkowyi wróciła nauczycielka nauka Pani Janina Czternastkowa i prowadziła nauczanie dzieci w swoim domu w sposób ciągły aż do 1951 roku. W tym czasie odbudowano szkołę. Pracę w niej wraz z Panią Janiną Czternastkową podjęły też K. Sobiech i Regina Bieda.


1966 r. - mieszkańcy dolnej Wołkowyi położonej bezpośrednio nad rzeką Solinką przy żyznych gruntach przenieśli się na wyznaczone parcele położone powyżej linii brzegowej planowanego sztucznego zbiornika wodnego na obszar przylegający do przysiółka Rybne. Chaty kryte strzechą zamienili na domy murowane, z czego byli zadowoleni. Najbardziej żałowali żyznych ziem, które miały zostać zalane. W dolinie pozostał jedynie rzymsko-katolicki kościół murowany, który zamierzano otoczyć od jeziora solidnym betonowym murem, murowany budynek plebanii i murowana szkoła.


1967 r. - w dniu 3 i 4 X 1967 r. "władza ludowa" przed spiętrzeniem wód zalewu solińskiego [zabytkowy kościół w Wołkowyi] z użyciem sił milicji dokonała rozbiórki zabytkowego kościoła rzymsko-katolickiego z 1842 r. oraz - wykorzystując okazję - opuszczonej grecko-katolickiej cerkwi parafialnej z 1833 r. wraz ze starą plebanią, chociaż wody zalewu do niej nie sięgały. Kościół rozrywano linami i rozpychano spychaczami. Jego zabytkowe wyposażenie i sprzęty wywieziono samochodami pod cerkiew w Górzance, a przerażeni mieszkańcy tej wioski nie potrafili nawet zabezpieczyć tych cennych przedmiotów przed zniszczeniem.
Po cerkwi pozostała podmurówka oraz parawanowa dzwonnica przy rozwidleniu drogi z Polańczyka do Bukowca i Górzanki. Przy niskim stanie wody z Jeziorze Solińskim widoczne są również na dnie jeziora ślady kamiennych fundamentów kościoła. Najstarsi mieszkańcy wsi Wołkowyi wspominają, iż nich i dla księdza Franciszka Kusztyby był to prawdziwy szok. Kordon uzbrojonych w broń palną policjantów uniemożliwiał zbliżenie się do placu kościelnego. Mimo płaczu kobiet i dzieci oraz pomstowania wzburzonych mężczyzn prace rozbiórkowe prowadzono wyjątkowo szybko.
Władza ludowa nie zgadzała się długo na budowę nowego kościoła wyszukując zawsze różne przeszkody. Ksiądz odprawiał więc nabożeństwa na cmentarzu w wybudowanej naprędce przez mieszkańców wsi szopie. Tę jednak szybko rozebrali milicjanci z Leska, a deski z niej zawieźli na posterunek jako "dowód rzeczowy". Ksiądz zaczął więc odprawiać Mszę Świętą przy kapliczce między Wołkowyją a Górzanką. Za każdą taką Mszę Świętą był karany przez kolegium d/s wykroczeń wysokimi karami pieniężnymi.
W tym czasie we wsi odbyło się wiele dramatycznych zebrań. Mieszkańcy Wołkowyi wysyłali petycje i delegacje do Warszawy domagając się zgody na budowę nowego kościoła, lecz władza ludowa była nieugięta. Wielu mieszkańców kolegia karały wysokimi karami pieniężnymi, a kilku odsiadywało zasądzone wyroki więzienia. Ludzie się jednak nie ugięli i walczyli o nowy kościół. Czas płynął, a władze milczały.


1968 r. - Po spiętrzeniu wód Jeziora Solińskiego w 1968 r. wieś zmieniła częściowe swe położenie. Dziś jej zabudowa rozciąga się głównie w dolinie potoku Wołkowyjka wzdłuż bocznej drogi do Górzanki i Rybnego. Powstały też nowe zabudowania na stokach Plisza i Czakowa, a nad samym jeziorem znalazło miejsce kilka pól namiotowych z wypożyczalniami sprzętu wodnego, przystanek PKS, bar "Kuźnia", zaś po drugiej stronie drogi stawy ośrodka zarybieniowego ze schroniskiem wędkarskim ( dla członków PZW). W 1968 r. powstał w Wołkowyi Ośrodek Zarybieniowy Polskiego Związku Wędkarskiego. Jego budowa kosztowała wówczas 8 mln zł. Inwestycję tę sfinansowało Ministerstwo Górnictwa i Energetyki, by zrekompensować straty wyrządzone przyrodzie rzek górskich poprzez wybudowanie na Sanie 2 zapór wodnych w Myczkowcach i w Solinie. Zapory te uniemożliwiły niektórym gatunkom ryb wędrówkę na tarło w górę Sanu i jego górskich dopływów.
Do Wołkowyi sprowadzono tzw. troć wdzydzką przywożąc pierwszy narybek z Jeziora Wdzydze. Hodowla tego cennego gatunku łososiowatych okazała się bardzo trudna. Najpierw w specjalnych aparatach prowadzono sztuczny wylęg, a następnie w basenach - stwarzając warunki zbliżone do okoliczności tarła naturalnego - doprowadzano do wylęgu młodych i hodowli narybku. Najtrudniejsze jednak było utrzymanie stałej temperatury wody, jej natlenianie i karmieni paszą składającą się z miąższu śledziony z dodatkiem soli mineralnych i witamin. Po zdobyciu doświadczenia załoga ośrodka zarybiała zalew soliński trocią, pstrągiem, sieją, sielawą. Wkrótce troć znalazła w dopływach Sanu i Solinki naturalne warunki do składania ikry i rozmnażania się. Warto wiedzieć, że dorosła troć osiąga długość 1 metra i wagę ok. 12 kg. Osiągnięcia Ośrodka Zarybieniowego w Wołkowyi były później (od 1972 r.) kilkakrotnie niweczone przez nieodpowiedzialność lokalnych przedsiębiorstw pobierających nielegalnie żwir w korytarz rzek górskich.


1970 r. - we wsi mieszkało 312 osób, tj. mniej niż przed wybuchem II wojny światowej. Msze Święte były odprawiane w drewnianej cerkwi w Górzance, adaptowanej na kościół rzymsko-katolicki. Do jej wnętrza wstawiono ołtarz przewieziony tutaj z wołkowyjskiego kościoła, a rozebrano niezwykle cenny i jedyny w Polsce drewniany ikonostas. Na szczęście ikony te zawieszone na ścianach ocalały w większości.
W sierpniu tego roku wikarym w Wołkowyi został ks. Stanisław Szczepański. On to podjął się trudu uzyskania zgody władz na budowę nowego kościoła. Poprzez swoją upartość i ciągłe pisanie próśb w końcu ją uzyskał, ale dopiero po głośnym liście Episkopatu Polski.


1973 r. - 1975 r. - w odl. ok. 400 m na zachód od małej obwodnicy - w pobliżu stawów ośrodka zarybieniowego wybudowano nowy murowany kościół pw. św. Maksymiliana Kolbe o nowoczesnej i dobrze wkomponowanej w krajobraz architekturze według projektu architekta Bolesława Marchwicy.
Projektant nadał świątyni ciekawy kształt zagłówki o podstawie trójkąta z żelbetową dzwonnicą o wys. 22 m u jej boku symbolizującą maszt łodzi. Ta oryginalna sylwetka współczesnego kościoła została zręcznie wkomponowana w górzyste otoczenie wsi i nawiązuje do bliskości wód Jeziora Solińskiego.
W jego wnętrzu znajdują się cenne zabytki sztuki: XVI-wieczny obraz Świętej Rodziny. Namalowane na nim litery "J.G. 1581" przypisywane są przez niektórych badaczy malarzowi krakowskiemu Janowi Gomółce; ornat z XVIII w. i rokokowy krzyż procesyjny z II pol. XVIII wieku oraz kielich z 1827 r., ufundowany wówczas dla świątyni przez właściciela wsi.


1976 r. - w Ośrodku Zarybieniowym w Wołkowyi rozpoczęto eksperymentalny tucz pstrąga w sadzach uzyskując zaskakująco dobre wyniki ekonomiczne. Narybkiem pstrąga zaczęto też zarybiać górskie odcinki rzek w Bieszczadach.

1978 r. - wieś liczyła 330 mieszkańców. Miejscowość z rolniczej zaczęła powoli przeobrażać się w wieś letniskową. Niebawem powstały dwa ośrodki wczasowe, sezonowe schronisko młodzieżowe w szkole i pierwsze pokoje gościnne.


1988 r. - Wołkowyja liczyła 360 mieszkańców. W okresie 10 lat ich liczba wzrosła zaledwie o 30 osób.

Lata 1989 - 2006

Po upadku komunizmu (1989 - 2006) 1990 r. - po upadku komunizmu w 1989 r. rozpoczął się dalszy rozwój wsi. Modne stały się gospodarstwa agroturystyczne i wypoczynek na wsi. Wielu mieszkańców i gospodarzy zmodernizowało swoje domy przygotowując pokoje do wynajęcia dla turystów chętnie odwiedzających ten zakątek "bieszczadzkiego morza".

Opracowanie:

Stanisław Orłowski (www.bieszczady-przewodnicy.pl), Adam Orłowski z Wołkowyi
Literatura:

1. Hoff Tadeusz, Kitowski Jerzy, Lijewska Izabela, Przemiany struktur społeczno-gospodarczych obszarów przygranicznych. Przewodnik wycieczkowy. Wydział Ekonomiczny Filii Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Rzeszowie pod patronatem Komitetu Przestrzennego Zagospodarowania Kraju PAN w Warszawie, Rzeszów 1995, s. 72 - 74.
2. Fastnacht Adam, Osadnictwo ziemi sanockiej w latach 1340-1650, Wrocław 1962, s. 40, 166, 172, 215, 225, 259, 268.
3. Fastnacht Adam, Słownik historyczno-geograficzny ziemi sanockiej w średniowieczu, Dzieła Wybrane T. II, Część 3 (0 - Z), Do druku przygotowali Anna Fastnacht-Stupnicka i Antoni Gąsiorowski, Towarzystwo Naukowe Societas Vistulana, Kraków 2002, s. 237 - 238.
4. Greczko Andriej, Przez Karpaty, Biblioteka Wiedzy Wojskowej, Warszawa 1971, s. 117.
5. Grudniewski Czesław, Troć, "Przyroda Polska" nr 9 z 1973 r.
6. Krygowski Władysław, Bieszczady i Pogórze, Przewodnik, Warszawa 1975, s. 246.
7. Krygowski Władysław, Przez przełęcze Bieszczadów samochodem i z plecakiem, Sport i Turystyka, Warszawa 1975, s. 101 - 103.
8. Makarski Władysław, Nazwy miejscowości dawnej ziemi sanockiej, Lublin 1986, Katolicki Uniwersytet Lubelski, Lublin 1986, s. 185.
9. Michalak Janusz, Lesko i okolice, Rzeszów, 1986, s. 28-29.
10. Misiło Eugeniusz, Akcja "Wisła". Dokumenty, Archiwum Ukraińskie, Warszawa 1993, s. 412.
11. Motyka Grzegorz, Tak było w Bieszczadach, Walki polsko-ukraińskie 1943 - 1948, Warszawa 1999, s. 250, 304, 374 - 376, 379, 381.
12. Olszański Tadeusz Andrzej, Szlachta zagrodowa na Podkarpaciu, "Magury" 1983, s. 25 - 47.
13. Potocki Andrzej, Parafie Bieszczadzkie, Przemyśl 1987.
14. Raczyński Jan, Żubr - polski sukces, "Przyroda Polska" nr 9/1973.
15. Rospond Stanisław, Słownik etymologiczny nazw miast i gmin w PRL, Ossolineum 1984, s. 436.
16. Rzepski Stanisław, 8 Dywizja Piechoty. Z dziejów 8 Drezdeńskiej Dywizji Piechoty im. Bartosza Głowackiego, Wojskowy Instytut Historyczny, Warszawa 1970, s. 331, 333.
17. Siwak Stanisław, Historia zatopionej wsi, "Nowiny" nr 12 z dnia 17 I 1991 r., s. 3.
18. Skorowidz miejscowości Rzeczpospolitej Polskiej t. XIII, s.324
19. Zbrodnie nacjonalistów ukraińskich na ludności cywilnej w Południowo-wschodniej Polsce (1942 - 1947), Polski Związek Wschodni w Przemyślu, Przemyśl 2001, s. 108, 199, 205, 213, 217.a

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz